Demokratycznie zadecydują o Plutonie...
Czytasz wersję archiwalną tematu "Demokratycznie zadecydują o Plutonie..." z forum pl.misc.paranauki

Strona 1 z 21, 2

Martin McKey Ltd.
W Pradze zebrało się konsylium, które zadecyduje o tym, czy Pluton jest,
czy też nie jest planetą.

Sądzę, że wybory te odbędą się metodą demokratyczną.

Ciekawe tylko, czy obowiązywać będzie zasada większości bezwzględnej i
czy dopuszczalne będzie liberum veto?

Astronomowie zgromadzeni na międzynarodowej konferencji w Pradze chcą
ostatecznie określić status Plutona. Od dawna dyskutuje się nad jego
tożsamością jako planety.

http://www.wprost.pl/ar/?O=93640

Chciałbym poznać zdanie ewentualnych listowych astro... za jaką opcją
będą głosowali?
Za, czy przeciw, czy może wstrzymają się od głosu?

A może zakrzykną VETO?

Tryton

W Pradze zebrało się konsylium, które zadecyduje o tym, czy Pluton jest,
czy też nie jest planetą.

Sądzę, że wybory te odbędą się metodą demokratyczną.


Proponuje pojsc dalej np. zaglosowac czy istnieje Bog ?
Po co sie meczyc...mamy demokracje, niech wiekszosc zdecyduje.
No i oczywiscie obowiazkowe glosowanie na temat czarnych dziur.

Piotr

Martin McKey Ltd.

| W Pradze zebrało się konsylium, które zadecyduje o tym, czy Pluton jest,
| czy też nie jest planetą.
| Sądzę, że wybory te odbędą się metodą demokratyczną.
Proponuje pojsc dalej np. zaglosowac czy istnieje Bog ?


W sumie to tak jest od wielu lat.

Po co sie meczyc...mamy demokracje, niech wiekszosc zdecyduje.
No i oczywiscie obowiazkowe glosowanie na temat czarnych dziur.


No generalnie rozciągnąłbym to na większość ;))
Głosowanie nad elektronami, kwarkami, czarnymi dziurami, wielkim wybuchem...

Piotr


--
        Szanowanko!
           McKey
         FNC  Club
Paranaukowiec dyplomowany

Stanislaw Sidor

W Pradze zebrało się konsylium, które zadecyduje o tym, czy Pluton jest,
czy też nie jest planetą.


Bedzie najprawdopodobniej tuzin planet :)

Martin McKey Ltd.

| W Pradze zebrało się konsylium, które zadecyduje o tym, czy Pluton
| jest, czy też nie jest planetą.
Bedzie najprawdopodobniej tuzin planet :)


a może i więcej... :)
Tryton

No generalnie rozciągnąłbym to na większość ;))
Głosowanie nad elektronami, kwarkami, czarnymi dziurami, wielkim
wybuchem...


Krasnoludki, gnomy, ufole, wilkolaki, czerwony kapturek...

Piotr

Martin McKey Ltd.

| No generalnie rozciągnąłbym to na większość ;))
| Głosowanie nad elektronami, kwarkami, czarnymi dziurami, wielkim
| wybuchem...
Krasnoludki, gnomy, ufole, wilkolaki, czerwony kapturek...


no w końcu mamy demokrację ;)

Piotr


--
        Szanowanko!
           McKey
         FNC  Club
Paranaukowiec dyplomowany

L4SER
nie ma co degradowac plutona.
Martin McKey Ltd.

nie ma co degradowac plutona.


no fakt, coś ostatnio się nie odzywa
P.L.U.T.O.N.: Positronic Lifeform Used for Troubleshooting and Online
Nullification

boi się nullifikacji?? ;))
zdegradują biedaka i co, nawet planetą nie będzie?

Plutonie! na barykady z transparentami! ;))

Stanislaw Sidor


| W Pradze zebrało się konsylium, które zadecyduje o tym, czy Pluton jest,
| czy też nie jest planetą.
| Bedzie najprawdopodobniej tuzin planet :)

a może i więcej... :)


Tuzin i juz!

pluton__
Ano, plutony kontratakuja :)

A niektorzy juz mnie chcieli pozbawic godnosci planetarnej :)

pozdrawiam
pluton

zakr

W Pradze zebrało się konsylium, które zadecyduje o tym, czy Pluton jest,
czy też nie jest planetą.

Sądzę, że wybory te odbędą się metodą demokratyczną.


No widzisz. Scepy robią się postępowe i stosują metody "paranaukowe" ;D

Martin McKey Ltd.

| W Pradze zebrało się konsylium, które zadecyduje o tym, czy Pluton jest,
| czy też nie jest planetą.
| Sądzę, że wybory te odbędą się metodą demokratyczną.
No widzisz. Scepy robią się postępowe i stosują metody "paranaukowe" ;D


prędzej czy później każde działanie, które scep uważał za "warte
wyśmiania" będzie domeną scepów...

... ktoś kiedyś ze scepów pisał, że demokracji nie ma w nauce...
a jest i ma się dobrze.

Przy okazji ponawiam pytanie do listowych astro...scepów ;P

Za jaką opcją się opowiadają, i czy przewidują zgłoszenie veta?
;)

MaDeR
W Pradze zebrało się konsylium, które zadecyduje o tym, czy Pluton jest,
czy też nie jest planetą.
Sądzę, że wybory te odbędą się metodą demokratyczną.


Wybory? Raczej chodzi o to, by wreszcie ustalono jakąś definicję
planety, nic więcej, nic mniej.

W praktyce burdel na 4 kółkach się z tego zrobił.

Moja opinia? Mamy w US 8 planet pełną gębą (niech będą nawet z
przymiotnikami) oraz kupę planet-wannabe, od Ceres poczynając, na UB313
kończąc. Gdzie leży granica? Arbitalna jest, niestety - na pewno poniżej
Mekurego.

PS: Który astrolog przewidział UB313 przed astronomami?

Martin McKey Ltd.

| Sądzę, że wybory te odbędą się metodą demokratyczną.
Wybory? Raczej chodzi o to, by wreszcie ustalono jakąś definicję
planety, nic więcej, nic mniej.


To jeszcze nic nie ustalono??? oj... nieciekawie, nieciekawie. Czego
jeszcze nie ustalono? Czy Słońce to gwiazda?

W praktyce burdel na 4 kółkach się z tego zrobił.


w NAUCE może być burdel? no niesamowite... zawsze myślałem, że jedynie w
paranaukach moze być burdel... a tu takie coś...

kończąc. Gdzie leży granica? Arbitalna jest, niestety - na pewno poniżej
Mekurego.


No to może MaDeR nam odpowie: a co to jest planeta w takim razie?

PS: Który astrolog przewidział UB313 przed astronomami?


A co mnie to obchodzi?

A który ASTRONOM przewidział UB313???
BTW astrologia nie zajmuje się przewidywaniem istnienia planet.

Jakub Wróblewski
Witam,

No to może MaDeR nam odpowie: a co to jest planeta w takim razie?


Nie MaDeR, tylko IAU. Nie wiem, czy zauwazyles, ale wlasnie takie maja
zadanie w Pradze - nie policzenie planet, tylko zdefiniowanie tego slowa. I
zrobienie tego przez glosowanie nie jest specjalnie dziwne.

Pozdrawiam,
Jakub Wroblewski

Slawek Kotynski

Nie MaDeR, tylko IAU. Nie wiem, czy zauwazyles, ale wlasnie takie maja
zadanie w Pradze - nie policzenie planet, tylko zdefiniowanie tego
slowa. I zrobienie tego przez glosowanie nie jest specjalnie dziwne.


Dla kogo, poza jakimiś biurokratami i publikatorami, ma jakiekolwiek
znaczenie tego typu definicja?
zakr

prędzej czy później każde działanie, które scep uważał za "warte
wyśmiania" będzie domeną scepów...
... ktoś kiedyś ze scepów pisał, że demokracji nie ma w nauce...
a jest i ma się dobrze.


Nazywaj to jak chcesz, ale w wyniku głosowania Pluto nie zacznie, ani nie
przestanie być planetą, czy czymkolwiek tam jest.

Martin McKey Ltd.

Nie MaDeR, tylko IAU


no fakt, ale MaDeR często o planetach mówił...

 Nie wiem, czy zauwazyles, ale wlasnie takie maja
zadanie w Pradze


no nie gadaj! To znaczy, że przez tyle lat, jak ktoś mówił "planeta" to
nie było wiadomo o co chodzi?

Niesamowite.

I zrobienie tego przez glosowanie nie jest specjalnie dziwne.


No w sumie mnie już nic nie jest w stanie zdziwić :) Nie takie rzeczy
widziałem ;)

... a jest prawo do liberum veto?

Pozdrawiam,
Jakub Wroblewski


--
        Szanowanko!
           McKey
         FNC  Club
Paranaukowiec dyplomowany

Martin McKey Ltd.

Dla kogo, poza jakimiś biurokratami i publikatorami, ma jakiekolwiek
znaczenie tego typu definicja?


No to może od razu ustalimy, że definicje nie mają żadnego znaczenia.
I wtedy będzie ok.
Martin McKey Ltd.

Nazywaj to jak chcesz, ale w wyniku głosowania Pluto nie zacznie, ani
nie przestanie być planetą


ależ WŁAŚNIE będzie dalej, albo przestanie być planetą.
Masz problemy ze zrozumieniem czytanego tekstu?

Na razie wychodzi, że zostanie, ale układ słoneczny się rozrośnie.

zakr

ależ WŁAŚNIE będzie dalej, albo przestanie być planetą.
Masz problemy ze zrozumieniem czytanego tekstu?


Ależ skąd. Dam Ci przykład. Załóżmy że w demokratycznym głosowaniu na tej

uciesze subskrybentów grupy. Czy wynik głosowania stanie się rzecywistością?
Albo jeśli głosujący w postaci mojej osoby jednogłośnie zagłosują że w
najbliższym losowaniu Totolotka trafię 6-kę, to faktycznie trafię? :)

Martin McKey Ltd.

Ależ skąd. Dam Ci przykład. Załóżmy że w demokratycznym głosowaniu na
tej grupie ustalimy że niejaki Martin McKey to nie człowiek, ale bot

rzecywistością?


Oczywiście. Dla tych, co ogłosili owe głosowanie. Większość w demokracji
zawsze bowiem ma rację. Nawet jeśli byłaby totalnie idiotyczna.
Czego doskonałym przykładem jest dzisiejsza sytuacja :)))

Albo jeśli głosujący w postaci mojej osoby jednogłośnie zagłosują że w
najbliższym losowaniu Totolotka trafię 6-kę, to faktycznie trafię? :)


Tak, jeśli głosujacy następnie owe liczby zaprezentują.
(wymagałoby to głosowania, jakie liczby padną). Problemem pozostanie to,
że mimo tego, że głosowano, że liczby te MUSZĄ paść, one raczej nie padną.
I wtedy pojawia się problem, który można rozwiązać jedynie przez...
kolejne głosowanie.
:))))
I tak dalej i tak dalej...

Dawid Chmiel
Widzę tutaj typowy dla paranaukowców kompletny brak podstawowych
umiejętności.
Chodzi o umiejętność odróżnienia FAKTU do POJĘCIA.
Nieźle się kiedyś uśmiałem jak jakiś paranaukowiec (nie pamientam już jaki)
przedstawiał pytania na jakie chciałby poznać odpowiedzi, pytania były w
stylu:
- czym jest czas?
- czym jest przestrzeń?
- czym jest czarna dziura?
- czym jest materia?
- czym jest energia?
- czym jest grawitacja?
- czym jest kontynent?
- czym jest planeta?

Odpowiedź na w/w pytania jest bowiem niezmiernie prosta:
"Jest tym co pod tym pojęciem zdefiniujemy"

PS: Przypadki kiedy różni naukowcy różnie definiowali to samo pojęcie i w
końcu zaszła potrzeba ujednolicenia definicji zdarzają się od co najmniej
kilkuset lat.
Po raz kolejny potwierdza się, że paranaukowcy mają o kilkadziesiąt do
kilkuset lat "spóźniony refleks".

paranauowcy kilkanaście lat temu zaczęli DYSKUTOWAĆ "jak by tu zbudować
silnik na wodór" (tymczasem parany pierwsze silniki na wodór ZBUDOWALI już w
XIX wieku)

Dawid Chmiel
Widzę tutaj typowy dla paranaukowców kompletny brak podstawowych
umiejętności.
Chodzi o umiejętność odróżnienia FAKTU do POJĘCIA.
Nieźle się kiedyś uśmiałem jak jakiś paranaukowiec (nie pamientam już jaki)
przedstawiał pytania na jakie chciałby poznać odpowiedzi, pytania były w
stylu:
- czym jest czas?
- czym jest przestrzeń?
- czym jest czarna dziura?
- czym jest materia?
- czym jest energia?
- czym jest grawitacja?
- czym jest kontynent?
- czym jest planeta?

Odpowiedź na w/w pytania jest bowiem niezmiernie prosta:
"Jest tym co pod tym pojęciem zdefiniujemy"

PS: Przypadki kiedy różni naukowcy różnie definiowali to samo pojęcie i w
końcu zaszła potrzeba ujednolicenia definicji zdarzają się od co najmniej
kilkuset lat.
Po raz kolejny potwierdza się, że paranaukowcy mają o kilkadziesiąt do
kilkuset lat "spóźniony refleks".

paranauowcy kilkanaście lat temu zaczęli DYSKUTOWAĆ "jak by tu zbudować
silnik na wodór" (tymczasem scepy pierwsze silniki na wodór ZBUDOWALI już w
XIX wieku)

zakr

Oczywiście. Dla tych, co ogłosili owe głosowanie. Większość w demokracji
zawsze bowiem ma rację. Nawet jeśli byłaby totalnie idiotyczna.
Czego doskonałym przykładem jest dzisiejsza sytuacja :)))


Masz na myśli sytuację polityczną? :)

Tak, jeśli głosujacy następnie owe liczby zaprezentują.
(wymagałoby to głosowania, jakie liczby padną). Problemem pozostanie to,
że mimo tego, że głosowano, że liczby te MUSZĄ paść, one raczej nie padną.
I wtedy pojawia się problem, który można rozwiązać jedynie przez...
kolejne głosowanie.
:))))
I tak dalej i tak dalej...


Ale ja wciąż nie wiem czy jeśli głosujący jednogłośnie (nawet nie
większością) ustalą że trafię 6-kę, to wygram czy nie? :)
Albo inaczej. Czy jeśli głosująca większość stwierdzi że Pluton jest planetą
to fizycznie się nią stanie, albo jeśłi ustalą że nie jest to fizycznie
przestanie być? :)

donner

Albo inaczej. Czy jeśli głosująca większość stwierdzi że Pluton jest
planetą to fizycznie się nią stanie, albo jeśłi ustalą że nie jest to
fizycznie przestanie być? :)


A co znaczy "być fizycznie planetą"?
zakr

A co znaczy "być fizycznie planetą"?


To znaczy że coś (w tym przypadku Pluton - planetą) jest czymś niezaleznie
od przypisywanych okresleń.

Dawid Chmiel

Albo inaczej. Czy jeśli głosująca większość stwierdzi że Pluton jest
planetą to fizycznie się nią stanie, albo jeśłi ustalą że nie jest to
fizycznie przestanie być? :)


Proponuje rozważyć taki oto problem pomocniczy:
Czy jeśli w kraju A (A jak Ameryka) ustalą, że galon to 3.785  litra, a w
kraju B (B jak Brytania) ustalą że galon to 4.546 litra, to:
- czy pojemnik 4-litrowy będzie FIZYCZNIE miał pojemność większą czy
mniejszą niż 1 galon?
- czy w chwili przewiezienia w/w pojemnika z kraju A do kraju B jego
pojemność wyrażona w galonach FIZYCZNIE się zmniejszy czy też nie?

PS: A tak swoją drogą przy takich okazjach wprost zdumiewa mnie problemy
jakie paranaukowcy mają z postrzeganiem rzeczywistości.

zakr

Proponuje rozważyć taki oto problem pomocniczy:
Czy jeśli w kraju A (A jak Ameryka) ustalą, że galon to 3.785  litra, a w
kraju B (B jak Brytania) ustalą że galon to 4.546 litra, to:
- czy pojemnik 4-litrowy będzie FIZYCZNIE miał pojemność większą czy
mniejszą niż 1 galon?
- czy w chwili przewiezienia w/w pojemnika z kraju A do kraju B jego
pojemność wyrażona w galonach FIZYCZNIE się zmniejszy czy też nie?


Trochę źle przedstawiony przykład, ale wstęp dobry.

Otóż FIZYCZNIE pojemnik ma ściśle okresloną pojemność i za cholerę się ona
nie zmieni. Bez względu na to co tam kto sobie ustali odnośnie galona.

MarekZ


problemy jakie paranaukowcy mają z postrzeganiem rzeczywistości.


Ja nie sądzę aby to oddawało ich rzeczywisty stan, a na pewno nie
stan większości. Raczej interpretuję to jako odreagowywanie pod
wpływem byle pretekstu, na skutek uświadamiania sobie aktualnej
kondycji paranauki. W końcu raczej nie można być aż tak niemądrym
i jednocześnie skończyć studia techniczne. Tak więc myslę, że to
tylko taka zabawa niektórych paranów. A że inne parany się czasami
w swojej żarliwości dadzą w coś wkręcić, to już paranowa,
wewnętrzna sprawa. :-)

marekz

donner


| A co znaczy "być fizycznie planetą"?

To znaczy że coś (w tym przypadku Pluton - planetą) jest czymś niezaleznie
od przypisywanych okresleń.


No właśnie o to chodzi, że "czymś" jest zawsze. Ale żeby móc to "coś" nazwać
"planetą", musi istnieć zgoda co pewnych granicznych cech pozwalających na
użycie takiego określenia. Co się chyba zazwyczaj w takich przypadkach
ustala na zasadzie pewnego "demokratycznego" kompromisu pomiędzy
specjalistami...

Dawid Chmiel

| Proponuje rozważyć taki oto problem pomocniczy:
| Czy jeśli w kraju A (A jak Ameryka) ustalą, że galon to 3.785  litra, a w
| kraju B (B jak Brytania) ustalą że galon to 4.546 litra, to:
| - czy pojemnik 4-litrowy będzie FIZYCZNIE miał pojemność większą czy
| mniejszą niż 1 galon?
| - czy w chwili przewiezienia w/w pojemnika z kraju A do kraju B jego
| pojemność wyrażona w galonach FIZYCZNIE się zmniejszy czy też nie?

Trochę źle przedstawiony przykład, ale wstęp dobry.

Otóż FIZYCZNIE pojemnik ma ściśle okresloną pojemność i za cholerę się ona
nie zmieni. Bez względu na to co tam kto sobie ustali odnośnie galona.


Otóż FIZYCZNIE Pluton jest ściśle określonym obiektem i za cholerę się ten
obiekt
nie zmieni. Bez względu na to co tam kto sobie ustali odnośnie definicji
słowa "planeta".

Jeśli twierdzisz, że to nie jest odpowiedź na Twoje pytanie to zastaów się
czy Twoja odpowiedź jest odpowiedzią na moje pytania.

Martin McKey Ltd.

| Albo inaczej. Czy jeśli głosująca większość stwierdzi że Pluton jest
| planetą to fizycznie się nią stanie, albo jeśłi ustalą że nie jest to
| fizycznie przestanie być? :)
A co znaczy "być fizycznie planetą"?


nic nie znaczy, jak zwykle u scepów bywa...
;))
tzn. znaczy tak, jak scepom pasuje ;P
Martin McKey Ltd.



Uprzejmie proszę o nie wyciąganie trolloscepa Chmiela z dna.

Trochę źle przedstawiony przykład, ale wstęp dobry.
Otóż FIZYCZNIE pojemnik ma ściśle okresloną pojemność i za cholerę się
ona nie zmieni. Bez względu na to co tam kto sobie ustali odnośnie galona.


No to bardzo fajnie.

Np. jeden gościu wypił galon bełta i jest zadowolony. Mówi wszystkim, że
łyknął sobie galona.
Drugi gościu wypił też galon bełta i też jest zadowolony, może mocniej.

Analogicznie: jeden gościu wypił kufla piwa. I drugi też wypił kufla piwa.

Pytanie: który z tych gości wypił więcej?

Trzeba będzie zagłosować ;)))

Martin McKey Ltd.

To znaczy że coś (w tym przypadku Pluton - planetą) jest czymś
niezaleznie od przypisywanych okresleń.


dokładnie: to znaczy, że purlaturla też jest czymś, niezależnie czy jest
purlaturlą, czy bambarambą
Martin McKey Ltd.

No właśnie o to chodzi, że "czymś" jest zawsze.


Na teraz Pluton jest Plutonem :)

Ale żeby móc to "coś" nazwać
"planetą", musi istnieć zgoda co pewnych granicznych cech pozwalających na
użycie takiego określenia.


A raczej do zespołu cech, którym określa się coś.

Co się chyba zazwyczaj w takich przypadkach
ustala na zasadzie pewnego "demokratycznego" kompromisu pomiędzy
specjalistami...


.. co zawsze u scepów było koronnym argumentem przeciwko urojonym paranom...

donner

| A co znaczy "być fizycznie planetą"?

tzn. znaczy tak, jak scepom pasuje ;P


Co jest sensowne. :)

donner

Na teraz Pluton jest Plutonem :)


I będzie zaliczony w poczet "plutonów" w dodatku. ;P

| Ale żeby móc to "coś" nazwać
| "planetą", musi istnieć zgoda co pewnych granicznych cech pozwalających
| na użycie takiego określenia.

A raczej do zespołu cech, którym określa się coś.


Może być i tak. Spór o granice zawsze jednak zostaje, tak jak i w tym
przypadku.

| Co się chyba zazwyczaj w takich przypadkach
| ustala na zasadzie pewnego "demokratycznego" kompromisu pomiędzy
| specjalistami...

.. co zawsze u scepów było koronnym argumentem przeciwko urojonym
paranom...


Nie wiem, nie znam się. :P

Martin McKey Ltd.

Na teraz Pluton jest Plutonem :)
I będzie zaliczony w poczet "plutonów" w dodatku. ;P


Tylko np. właśnie kwestia ustalenia, czy Pluton jest planetą, czy nie
rodzi kolejne konsekwencje:

- ustalenie, jakie ciała niebieskie tworzą Układ Słoneczny
- ustalenie, jakie są granice Układu Słonecznego (można by to rozciągać
w nieskończoność)
- czym są obiekty pasu Kuipera (planetami, planetkami, planetoidami,
asteroidami...)

A więc mimo tego, że ustalenie "planetości" Plutona wydaje się być
formalizmem, to rodzą się z tego kolejne pytania, które znów trzeba
będzie poddać głosowaniu.

Można teraz na podstawie "demokratycznego ustalenia definicji planety"
zapytać:

- ile planet liczy US?
- ile ciał niebieskich liczy US?
- czy te powyżej podane wartości są zmienne, czy stałe?
- jaka jest wielkość US?

I, jak się okazuje, odpowiedzi na te pytania są...

| A raczej do zespołu cech, którym określa się coś.
Może być i tak. Spór o granice zawsze jednak zostaje, tak jak i w tym
przypadku.


Jeśli wprowadza się jakieś pojęcie, to określa się zespół cech
pozwalających na klasyfikację czegoś i określanie tego czegoś za pomocą
tego pojęcia.

Dajmy na to sytuację: w urnie mamy kule. Jedna jest khaki, druga jest
seledynowa, trzecia jest brudnozielona, czwarta jest jasnozielona, piąta
jest bladozielona itd.

Odpowiedź na pytanie ile jest zielonych kul w urnie nie jest jednoznaczna :)

Bo zależy od tego, jak zdefiniujemy pojęcie "zielony". Więc znów...
demokratyczne głosowanie :)

...

Swoją drogą zadziwia mnie u scepów typowe odwracanie kota ogonem w
poczuciu misji dziejowej.
Niektóre nawiedzone scepy mają dość ciekawą misję "piętnowania nieprawdy".
Tyle, że te piętnowanie dotyczy raczej ich samych. Sami bowiem stworzyli
jakieś wyimaginowane grupy "paranormalniaków", "paranów", czy
"paragonów"... a na pytanie, gdzie te grupy są i kto to jest zapada
wymowne milczenie... Czyżby więc "paranormalniacy", "parany" i
"paragony" były jedynie wytworem jakiejś chorej wyobraźni, bądź urojeń?
Dużo rzeczy bowiem o tych wyimaginowanych "paranormalniakach" można się
było dowiedzieć...

Zresztą: paranauki są wygodnym poletkiem do robienia sobie różnych misji:

- nawracania na jedynie słuszną drogę
- udowadniania, że nie ma definicji czegoś
- wyśmiewania, wykpiwania i tym podobnych

Podłożem do takiego działania mają być niektóre wypowiedzi ludzi na
grupie. Tymczasem podobnie jak na grupach pl.sci tak i tutaj wypowiedzi
są wolne i pozbawione mocy urzędowej :)))

Tego scepy nie mogą za Chiny pojąć, więc sobie ubzdurali jakieś misje
"nawracania na prawdę", "piętnowania tych, co piszą nieprawdę" i w tym
swoim uporze wydają się nawet być zabawni. Ale w końcu się to robi nudne
jak flaki z olejem, by prawie w każdym poście czytać coś o jakichś
urojeniach i czyichś problemach psychicznych...

Oczywiście te misje są całkowicie bzdurne, bo efekty tych misji są
raczej przeciwne od założonych, ale tej prawdy scepy nie widzą ;))

donner

Tylko np. właśnie kwestia ustalenia, czy Pluton jest planetą, czy nie
rodzi kolejne konsekwencje:


Oczywiście.

- ustalenie, jakie ciała niebieskie tworzą Układ Słoneczny


Wszystkie okrążające Słońce?

- ustalenie, jakie są granice Układu Słonecznego (można by to rozciągać
w nieskończoność)


A niechby nawet.

- czym są obiekty pasu Kuipera (planetami, planetkami, planetoidami,
asteroidami...)


Czy planetki, planetoidy i asteroidy to nie to samo przypadkiem? Chyba
najsensowniejsza wydaje się nazwa "planetoidy". Widziałem jakieś całkiem
sensowne:) usenetowe dyskusje na ten temat.

A więc mimo tego, że ustalenie "planetości" Plutona wydaje się być
formalizmem, to rodzą się z tego kolejne pytania, które znów trzeba
będzie poddać głosowaniu.

Można teraz na podstawie "demokratycznego ustalenia definicji planety"
zapytać:


Można, a nawet trzeba.

Dajmy na to sytuację: w urnie mamy kule. Jedna jest khaki, druga jest
seledynowa, trzecia jest brudnozielona, czwarta jest jasnozielona, piąta
jest bladozielona itd.

Odpowiedź na pytanie ile jest zielonych kul w urnie nie jest jednoznaczna
:)

Bo zależy od tego, jak zdefiniujemy pojęcie "zielony". Więc znów...
demokratyczne głosowanie :)


No właśnie, gdzie jest granica "zieloności"?

...

Swoją drogą zadziwia mnie u scepów typowe odwracanie kota ogonem w
poczuciu misji dziejowej.
Niektóre nawiedzone scepy mają dość ciekawą misję "piętnowania nieprawdy".
Tyle, że te piętnowanie dotyczy raczej ich samych. Sami bowiem stworzyli
jakieś wyimaginowane grupy "paranormalniaków", "paranów", czy
"paragonów"... a na pytanie, gdzie te grupy są i kto to jest zapada
wymowne milczenie... Czyżby więc "paranormalniacy", "parany" i
"paragony" były jedynie wytworem jakiejś chorej wyobraźni, bądź urojeń?
Dużo rzeczy bowiem o tych wyimaginowanych "paranormalniakach" można się
było dowiedzieć...


Pomijając to, że sam w chwilach wzburzenia, poniewierasz paranami...
(chociaż zdecydowanie preferujesz scepów:)) Czyli chyba i Ty
"paranormalniaków" czasami dostrzegasz. ;)

Zresztą: paranauki są wygodnym poletkiem do robienia sobie różnych misji:

- nawracania na jedynie słuszną drogę


To rzeczywiście nie jest zbyt konstruktywne.

- udowadniania, że nie ma definicji czegoś


Żonglerka definicjami chyba się jednak przydaje. Pomaga dostrzec wiele
szczegółów i sprecyzować myśli. Gimnastyki mózgu i precyzji słowa nigdy za
wiele.

- wyśmiewania, wykpiwania i tym podobnych


Kwestia kultury. Chociaż są sytuacje, gdy trudno się powstrzymać przed
parsknięciem śmiechem... W przedziwne rzeczy ludzie wierzą.

Tego scepy nie mogą za Chiny pojąć, więc sobie ubzdurali jakieś misje
"nawracania na prawdę", "piętnowania tych, co piszą nieprawdę" i w tym
swoim uporze wydają się nawet być zabawni.


Może dlatego, że ich adwersarze wykazują czasami całkowitą ignorancję w
dziedzinie, w której z wielką swadą wypowiadają swoje opinie. Jakoś
bardziej ufam fizykowi mówiącemu o fizyce, niż kolejnemu domorosłemu
odkrywcy obalającemu Newtona... Sam zresztą w życiu nie podjąłbym dyskusji
(w sensie sporu na argumenty) z fachowcem w przedmiocie, o którym nie mam
bladego pojęcia. Co najwyżej zadawałbym pytania, bom ciekaw świata. ;)

Ale w końcu się to robi nudne
jak flaki z olejem, by prawie w każdym poście czytać coś o jakichś
urojeniach i czyichś problemach psychicznych...

Oczywiście te misje są całkowicie bzdurne, bo efekty tych misji są
raczej przeciwne od założonych, ale tej prawdy scepy nie widzą ;))


Ale chyba Cię to nie martwi jakoś szczególnie? ;)

Dawid Chmiel

Uprzejmie proszę o nie wyciąganie trolloscepa...


I kto to mówi?
Ten sam Martin, który wysłał na pl.misc.paranauki więcej trollujących postów
niż jakikolwiek inny uczesnik grupy.
Ten sam Martin, który w poscie:
http://groups.google.pl/group/pl.misc.paranauki/msg/522d5a5f87168cae
twierdzi, że (cytuję) nie ma antygrawitacji (koniec cytatu),
a w poscie:
http://groups.google.pl/group/pl.misc.paranauki/msg/2f5a1f88e5258c6a?...
pisze, że ten kto twierdzi, że nie ma antygrawitacji jest scepem.

Dawid Chmiel

| Albo inaczej. Czy jeśli głosująca większość stwierdzi że Pluton jest
| planetą to fizycznie się nią stanie, albo jeśłi ustalą że nie jest to
| fizycznie przestanie być? :)
| A co znaczy "być fizycznie planetą"?
(...) znaczy tak, jak scepom pasuje ;P


I tu widać kolejny brak podstawowych umiejętności występujący u
paranaukowców.
Nie są oni w stanie zrozumieć, że pojęcia należy jednolicie zdefiniować "tak
jak nam pasuje" i potem tych jasno zdefiniowanych pojęć używać.
W przeciwnym razie dochodzi do tego co widać na każdym kroku w paranauce.

MarekZ


paranaukowców.
Nie są oni w stanie zrozumieć, że pojęcia należy jednolicie
zdefiniować "tak jak nam pasuje" i potem tych jasno
zdefiniowanych pojęć używać.
W przeciwnym razie dochodzi do tego co widać na każdym kroku w
paranauce.


Ja mysle, ze gdyby kiedys przyszlo komus do glowy zamienic nazwami
kierunki geograficzne, na przyklad polnoc z poludniem to by
dopiero wywolalo masowy odzew paranaukowy na temat slabosci nauki.
Przeciez okazalo by sie, ze wszystko co do tej pory nauka
twierdzila, bylo tak naprawde na odwrot !! Moze nawet nastapila by
fala samobojstw co slabiej rozwinietych duchowo jednostek !

marekz

Stanislaw Sidor



| paranaukowców.
| Nie są oni w stanie zrozumieć, że pojęcia należy jednolicie
| zdefiniować "tak jak nam pasuje" i potem tych jasno
| zdefiniowanych pojęć używać.
| W przeciwnym razie dochodzi do tego co widać na każdym kroku w
| paranauce.

Ja mysle, ze gdyby kiedys przyszlo komus do glowy zamienic nazwami
kierunki geograficzne, na przyklad polnoc z poludniem to by
dopiero wywolalo masowy odzew paranaukowy na temat slabosci nauki.
Przeciez okazalo by sie, ze wszystko co do tej pory nauka
twierdzila, bylo tak naprawde na odwrot !! Moze nawet nastapila by
fala samobojstw co slabiej rozwinietych duchowo jednostek !


Nie wiem, czy tez Biblii, Koranu i innych swietych ksiag nie nalezaaloby
wowczas przepisac, bo zawieralyby zle okreslone nazwy i kierunki
geograficzne ;)
Rewolucje i upadek religii wieszcze ;)

Jakub Wróblewski
Witam,

| Ja mysle, ze gdyby kiedys przyszlo komus do glowy zamienic nazwami
| kierunki geograficzne, na przyklad polnoc z poludniem to by
| dopiero wywolalo masowy odzew paranaukowy na temat slabosci nauki.
| Przeciez okazalo by sie, ze wszystko co do tej pory nauka
| twierdzila, bylo tak naprawde na odwrot !! Moze nawet nastapila by
| fala samobojstw co slabiej rozwinietych duchowo jednostek !

Nie wiem, czy tez Biblii, Koranu i innych swietych ksiag nie nalezaaloby
wowczas przepisac, bo zawieralyby zle okreslone nazwy i kierunki
geograficzne ;)
Rewolucje i upadek religii wieszcze ;)


A ja powszechny potop. Przeciez Ziemia musialaby sie zaczac krecic w druga
strone, oceany zalalyby kontynenty falami o predkosci (na rowniku) 3600
km/h.

Pozdrawiam,
Jakub Wroblewski

Dawid Chmiel

Swoją drogą zadziwia mnie u scepów typowe odwracanie kota ogonem w
poczuciu misji dziejowej.
Niektóre nawiedzone scepy mają dość ciekawą misję "piętnowania nieprawdy".
Tyle, że te piętnowanie dotyczy raczej ich samych. Sami bowiem stworzyli
jakieś wyimaginowane grupy "paranormalniaków", "paranów", czy
"paragonów"... a na pytanie, gdzie te grupy są i kto to jest zapada
wymowne milczenie...


I tak to po raz kolejny w swojej wypowiedzi Martin mija się z
rzeczywistością.
Przypomnę zatem mój post, w którym na stawiane przez Martina pytanie
odpowiedziałem:
http://groups.google.pl/group/pl.misc.paranauki/msg/be32caede1200b05

Czyżby więc "paranormalniacy", "parany" i "paragony" były jedynie wytworem
jakiejś chorej wyobraźni, bądź urojeń?


To zależy: jeśli Martin McKey istnieje w rzeczywistości to nie jest on
wytworem ani wyobraźni ani urojeń.
No chyba, że ów osobnik nie istnieje.

Tego scepy nie mogą za Chiny pojąć, więc sobie ubzdurali jakieś misje
(...), "piętnowania tych, co piszą nieprawdę" i w tym swoim uporze wydają
się nawet być zabawni. Ale w końcu się to robi nudne jak flaki z olejem,


Walka z ludźmi, którzy piszą nieprawdę nie ma na celu tego, aby była
ciekawa.
Ma dwa (o czym już swoją drogą pisałem) podstawowe cele:

- zahamować wzrost ilości pisanej na grupie nieprawdy

Przykładem, jak drugi z w/w punktów działa może być chodźby kolejna część
Twojej wypowiedzi.

by PRAWIE w każdym poście czytać coś o jakichś urojeniach i czyichś
problemach psychicznych...



dotąd miałeś w zwyczaju) o KAŻDYM poscie (a nie "PRAWIE każdym").

Oczywiście te misje są całkowicie bzdurne, bo efekty tych misji są raczej
przeciwne od założonych


j.w.

ale tej prawdy scepy nie widzą ;))


Ponieważ Twoja prawda jest tzw. "prawdą 3. rodzaju".
Ja póki co widzę skutek (co prawda niewielki) w postaci zmniejszania się
ilości zamieszczanej na grupie nieprawdy (głównie dzięki temu, że Martin
nieco się w pisaniu nieprawdy ograniczył - nie używa już tak często jak
dotąd wyrażeń "zawsze", "każdy", "nigdy", "nic")

Martin McKey Ltd.
Dawid Chmiel coś znowu sobie ubzdurał i uroił.
Szkoda nawet komentowac.
Martin McKey Ltd.

Nie dośc, że coś sobie uroił, nie dośc, że jest scepem, to jeszcze
trolluje na grupie jak jakiś totalny idiota.

bartekLTG

Nie dośc, że coś sobie uroił, nie dośc, że jest scepem, to jeszcze
trolluje na grupie jak jakiś totalny idiota.


Przeginasz.
Siedz cicho i daj ludziom trollowac w przyzwoitych
warunkach. Do kozy na 24.
Pozdrow ufolskie karaluchy z dna mordpliku.

bartekltg

Martin McKey Ltd.

Przeginasz.


eee tam, nie znasz się.

Siedz cicho i daj ludziom trollowac w przyzwoitych


Rozkazywac to Ty se możesz ;)

Pozdrow ufolskie karaluchy z dna mordpliku.


Nie pozdrowię  :)

bartekltg


--
        Szanowanko!
           McKey
         FNC  Club
Paranaukowiec dyplomowany

zakr

Otóż FIZYCZNIE Pluton jest ściśle określonym obiektem i za cholerę się ten
obiekt
nie zmieni. Bez względu na to co tam kto sobie ustali odnośnie definicji
słowa "planeta".


Nie definicji słowa "planeta", bo to słowo zostało już zdefiniowane i
planety mają przypisane pewne cechy. O ile dobrze rozumiem wiadomość Martina
McKeya, to głosowanie dotyczy tego czy Pluton ma wystarczająco wiele cech
planety aby uznać go za planetę, czy też nie.
Natomiast mnie chodzi o to że cokolwiek tam sobie ustalą, to Pluton nadal
pozostanie tym czym jest i nic a nic się nie zmieni w wyniku głosowania.
Głosowanie takie jest więc dla mnie mocno (nazwijmy to delikatnie)
kontrowersyjne.

Jeśli twierdzisz, że to nie jest odpowiedź na Twoje pytanie to zastaów się
czy Twoja odpowiedź jest odpowiedzią na moje pytania.


I jak. Jest? :)

zakr

dokładnie: to znaczy, że purlaturla też jest czymś, niezależnie czy jest
purlaturlą, czy bambarambą


Ech. Ja chyba napiszę do Ruchu Oporu prośbę żeby odwiedzili Cię z zapalarką
do gazu i tłuczkiem. Teraz przetłumacz to na ludzki język. :D

Martin McKey Ltd.

| dokładnie: to znaczy, że purlaturla też jest czymś, niezależnie czy
| jest purlaturlą, czy bambarambą
Ech. Ja chyba napiszę do Ruchu Oporu prośbę żeby odwiedzili Cię z
zapalarką do gazu i tłuczkiem. Teraz przetłumacz to na ludzki język. :D


Może w skrócie: po co zbierano się, aby ustalic definicję planety?

Odp. z tego wątku:

Dla kogo, poza jakimiś biurokratami i publikatorami, ma jakiekolwiek
znaczenie tego typu definicja?

Od dzisiaj nie musimy tłumaczyc NIKOMU co to jest coś tam, bo definicje
są jak widac nikomu nie potrzebne.

I jasna sprawa :)

Jakub Wróblewski
Witam,

Nie definicji słowa "planeta", bo to słowo zostało już zdefiniowane i
planety mają przypisane pewne cechy. O ile dobrze rozumiem wiadomość
Martina McKeya, to głosowanie dotyczy tego czy Pluton ma wystarczająco
wiele cech planety aby uznać go za planetę, czy też nie.


Dokladnie odwrotnie. Glosowanie dotyczy definicji planety, a Pluton jest
tylko przykladem (teoretycznie moglby przestac podpadac pod definicje, choc
obecnie proponowana wersja obejmuje i jego):
http://www.spaceflightnow.com/news/n0608/16planets/

Pozdrawiam,
Jakub Wroblewski

zakr

No właśnie o to chodzi, że "czymś" jest zawsze. Ale żeby móc to "coś"
nazwać
"planetą", musi istnieć zgoda co pewnych granicznych cech pozwalających na
użycie takiego określenia. Co się chyba zazwyczaj w takich przypadkach
ustala na zasadzie pewnego "demokratycznego" kompromisu pomiędzy
specjalistami...


No dobra. Jaka jest Twoja definicja planety?
Czy Pluton "łapie" się w tą definicję, czy też nie (jeśli tak to dlaczego,
jeśli nie to dlaczego)?

zakr

Może w skrócie: po co zbierano się, aby ustalic definicję planety?


Ze źródeł wynika że tak.

Dla kogo, poza jakimiś biurokratami i publikatorami, ma jakiekolwiek
znaczenie tego typu definicja?


Myślę że jednak ma. Plutona dotąd uznawano za planetę. Jakiś czas temu
pojawiły się wątpliwości czy aby faktycznie jest to planeta. Jednak jeśli
już Plutona nazwano planeą, to może lepiej niech tak zostanie - po co
poprawiać podręczniki (podobnie uczyniono z prądem elektrycznym - kierunkiem
w którym płynie). Dlatego głosowanie nad Plutonem (moim zdaniem) jest bez
sensu. Głosowanie nad definicją planety?! - może czasem nalezałoby
zweryfikować poglądy - sam przecież stoisz na stanowisku że nie można z
uporem trwać przy "odwiecznych prawdach".

Od dzisiaj nie musimy tłumaczyc NIKOMU co to jest coś tam, bo definicje są
jak widac nikomu nie potrzebne.


Alez wręcz przeciwnie. Definicje są potrzebne. Posługujesz się nimi na
kazdym kroku. Dzięki temu możesz się przeież porozumiewać.

zakr

Dokladnie odwrotnie. Glosowanie dotyczy definicji planety, a Pluton jest
tylko przykladem (teoretycznie moglby przestac podpadac pod definicje,
choc obecnie proponowana wersja obejmuje i jego):
http://www.spaceflightnow.com/news/n0608/16planets/


Prawda. Odpowiadałem na post Martina McKeya, który pisał o głosowaniu w
sprawie Plutona.

Martin McKey Ltd.

| Może w skrócie: po co zbierano się, aby ustalic definicję planety?
Ze źródeł wynika że tak.


?

| Dla kogo, poza jakimiś biurokratami i publikatorami, ma jakiekolwiek
| znaczenie tego typu definicja?
Myślę że jednak ma.


Ja też myślę, że ma. Ale scepy myślą, że nie ma (cytat powyżej)

Plutona dotąd uznawano za planetę.


i gra.

Jakiś czas temu
pojawiły się wątpliwości czy aby faktycznie jest to planeta.


dlaczego pojawiły się wątpliwości?

Jednak
jeśli już Plutona nazwano planeą, to może lepiej niech tak zostanie - po
co poprawiać podręczniki (podobnie uczyniono z prądem elektrycznym -
kierunkiem w którym płynie). Dlatego głosowanie nad Plutonem (moim
zdaniem) jest bez sensu.


Nie nad Plutonem, ale nad planetą ogólnie.

Głosowanie nad definicją planety?! - może
czasem nalezałoby zweryfikować poglądy - sam przecież stoisz na
stanowisku że nie można z uporem trwać przy "odwiecznych prawdach".


Jest o wiele lepiej: stoję na stanowisku, że wszystko można podważyć i
nic nie jest pewne. Jestem bowiem sceptykiem z krwi i kości, a nie
scepem, który uważa, że:

Dla kogo, poza jakimiś biurokratami i publikatorami, ma jakiekolwiek
znaczenie tego typu definicja?
| Od dzisiaj nie musimy tłumaczyc NIKOMU co to jest coś tam, bo
| definicje są jak widac nikomu nie potrzebne.
Alez wręcz przeciwnie. Definicje są potrzebne.


problem leży w tym, na jakich założeniach opierają się te definicje.

Martin McKey Ltd.

| Dokladnie odwrotnie. Glosowanie dotyczy definicji planety, a Pluton
| jest tylko przykladem (teoretycznie moglby przestac podpadac pod
| definicje, choc obecnie proponowana wersja obejmuje i jego):
| http://www.spaceflightnow.com/news/n0608/16planets/
Prawda. Odpowiadałem na post Martina McKeya, który pisał o głosowaniu w
sprawie Plutona.


Fakt: pisałem o tym, że nagle okazało się, że nie wiadomo, co to jest
planeta. Pluton był jedną z "przyczyn" tego zamieszania.

Ciekawe, ile jeszcze definicji trzeba będzie na nowo ustalać,
demokratycznie wybierać itd.

Może parę na pierwszy rzut?

- elektron
- foton
- kwark
- mezon
- rok świetlny
- galaktyka
- gwiazda
- wielki wybuch
- czarna dziura
;))))

zakr

Ja też myślę, że ma. Ale scepy myślą, że nie ma (cytat powyżej)



dlaczego pojawiły się wątpliwości?


Ze względu na masę, ze względu na oddalenie (pojawiły się wątpliwości cy
Pluton nie jest składnikiem obłoku Oorta), ze względu (o ile dobrze
pamiętam - tu proszę o poprawę jeśli sie mylę) na orbitę - nietypową jak dla
planet.

Nie nad Plutonem, ale nad planetą ogólnie.


Definicja planety powstała w oparciu o obserwacje znanych planet w naszym
systemie. Nie znamy, a przynajmniej nie znaliśmy (do niedawna) innych
planet, w innych systemach gwiezdnych. A i o tych odkrytych wiemy jedynie że
z wysokim prawdopodobieństwem są (jeśli nasza wiedza jest poprawna) i jaką
(w przybliżeniu) muszą mieć masę żebyśmy byli w stanie stwierdzić ich
obecność. Może więc faktycznie czas na zmiany.

Jest o wiele lepiej: stoję na stanowisku, że wszystko można podważyć i nic
nie jest pewne. Jestem bowiem sceptykiem z krwi i kości, a nie scepem,
który uważa, że:


Jeśli będziesz wszystko podważał i będziesz miał kilka alternatywnych teorii
dla kazdego zjawiska, to w efekcie nie dojdziesz do niczego. Zawsze musisz
zrobić jakieś założenia. Sęk w tym, aby zanim te założenia przyjmiesz
dokładnie potwierdzić teorię praktyką.

problem leży w tym, na jakich założeniach opierają się te definicje.


Nie. Problem w definiowaniu pojęć. Zwróć uwagę że słowa są takimi
definicjami rzeczy. Posługujesz się nimi na codzień i choć nie są doskonałe
(bo są rzeczy, których nie da się wyrazić słowani) np. opisz niwidomemu od
urodzenia kolor czerwony, albo opisz zapach... :)

Martin McKey Ltd.

| Ja też myślę, że ma. Ale scepy myślą, że nie ma (cytat powyżej)


tak, ale jest on cytatem. :)
z tego postu:
http://groups.google.pl/group/pl.misc.paranauki/msg/56b57e1c337e2423?

| dlaczego pojawiły się wątpliwości?
Ze względu na masę, ze względu na oddalenie (pojawiły się wątpliwości cy
Pluton nie jest składnikiem obłoku Oorta), ze względu (o ile dobrze
pamiętam - tu proszę o poprawę jeśli sie mylę) na orbitę - nietypową jak
dla planet.


ale co to ma do rzeczy? wygląda na to, że nie wiemy, co to jest
planeta... tzn. to takie NOK... :)))
Niezdefiniowany obiekt kosmiczny ;)

Definicja planety powstała w oparciu o obserwacje znanych planet w
naszym systemie. Nie znamy, a przynajmniej nie znaliśmy (do niedawna)
innych planet, w innych systemach gwiezdnych. A i o tych odkrytych wiemy
jedynie że z wysokim prawdopodobieństwem są (jeśli nasza wiedza jest
poprawna) i jaką (w przybliżeniu) muszą mieć masę żebyśmy byli w stanie
stwierdzić ich obecność. Może więc faktycznie czas na zmiany.


Z jednej strony czas na zmiany, z drugiej strony... szkoda poprawiać
podręczniki.
Przy czym to, że poprawia się podręczniki nie jest niczym nowym.

Np. ja oferuję nagrodę za udowodnienie istnienia mi Czarnej Dziury.
Co jest o tyle łatwe, ponieważ nawet nie ma definicji Czarnej Dziury ;)))

| Jest o wiele lepiej: stoję na stanowisku, że wszystko można podważyć i
| nic nie jest pewne. Jestem bowiem sceptykiem z krwi i kości, a nie
| scepem, który uważa, że:
Jeśli będziesz wszystko podważał i będziesz miał kilka alternatywnych
teorii dla kazdego zjawiska, to w efekcie nie dojdziesz do niczego.


sceptyk - znaczy myślący. A doszedłem już do wielu rzeczy. Wątpienie w
to, że istniał Wielki Wybuch, wątpienie w to, że OTW jest prawdziwa,
wątpienie w to, że Czarne Dziury istnieją jakoś nie spowodowało u mnie
żadnych problemów.

Po prostu jestem sceptykiem i mimo tego mam się dobrze :)))

Zawsze musisz zrobić jakieś założenia.


sceptycyzm - doktryna przecząca możliwości uzyskania jakiejkolwiek
wiedzy wiarygodnej i uzasadnionej a. wątpiąca o wartości ludzkiego
poznania; metoda powstrzymywania się od osądu, systematycznego wątpienia
a. destrukcyjnego krytycyzmu w stosunku do wszystkiego a. do pewnych
określonych spraw

Ja nie jestem od robienia, ale od podważania i wątpienia w założenia ;)

 Sęk w tym, aby zanim te założenia

przyjmiesz dokładnie potwierdzić teorię praktyką.


jestem sceptykiem: podważam i wątpie w KAŻDĄ teorię, zwłaszcza
opierającą się na domysłach, statystyce i obliczeniach matematycznych
(teoretyczne rozważania). Wolę konkrety od rozważań teoretycznych. W
rozważaniach teoretycznych czyni się całe masy założeń, które łatwo
można podważyć.

Nie. Problem w definiowaniu pojęć. Zwróć uwagę że słowa są takimi
definicjami rzeczy.


więc powinieneć dobrze zrozumieć, że purlaturla też jest czymś,
niezależnie czy jest purlaturlą, czy bambarambą.

a teraz zdefiniuj sobie odpowiednio purlaturlę i bambarambę tak, aby
powyższe twierdzenie było prawdziwe.

doskonałe (bo są rzeczy, których nie da się wyrazić słowani) np. opisz
niwidomemu od urodzenia kolor czerwony, albo opisz zapach... :)


to dość stary chwyt, ale jak się okazuje, opis "koloru", czy "zapachu"
jest opisem subiektywnym. Gdyż posługuje się nie skalą
porównawczo-odniesieniową, a wrażeniami.

Więc na poziomie subiektywnych doznań istnieje pewnego rodzaju "umowność".

Ja zaś uważam, że owa "umowność" istnieje nawet, w wydawałoby się,
najbardziej obiektywnych sprawach.

Czego przykładem jest właśnie dyskusja nad definicją planety.

Nie ma żadnej definicji, która byłaby niezależna. Każda definicja jest
wynikiem pewnej "umowności", którą ustala sobie jakaś grupa osób.

A więc np. pytając "co to jest orgon" dla pewnej grupy osób, które
"umówiły się", że orgon to jest coś tam, będzie to jasne.

Podobnie z "planetą", czy "czarną dziurą".

Dlatego nagroda za udowodnienie istnienia Czarnej Dziury jest taka wysoka.

Slawek Kotynski

http://www.spaceflightnow.com/news/n0608/16planets/


To jak się teraz nazywa największa planetoida? ;-
donner

No dobra. Jaka jest Twoja definicja planety?
Czy Pluton "łapie" się w tą definicję, czy też nie (jeśli tak to dlaczego,
jeśli nie to dlaczego)?


Och, nie wiem, astronom ze mnie jak z koziej d... trąba;) Mogę sobie
amatorsko podywagować, że jest to ciało niebieskie okrążające gwiazdę, o
masie na tyle wielkiej, żeby pod wpływem własnej grawitacji tworzyć kształt
zbliżony do kuli, niebędące satelitą innego, większego ciała (wyłączam tu
sytuacje, gdy można mówić o podwójnych układach planet). Masa planety
jednocześnie nie powinna przekraczać pewnej krytycznej wielkości, powyżej
której dochodzi do procesów syntezy jądrowej. Bo wtedy gwiazdą już jest.:)
To taka próba "definicji" planety na użytek własny.

Co do Plutona - to zdaje się, że trochę za mały jest, co się objawia jego
niezbyt regularnym kształtem. No ale nie wiem, ja nie fachowiec. ;) Zdam
się na decyzję zawodowców. :)

Slawek Kotynski


| No dobra. Jaka jest Twoja definicja planety?
| Czy Pluton "łapie" się w tą definicję, czy też nie (jeśli tak to dlaczego,
| jeśli nie to dlaczego)?
Co do Plutona - to zdaje się, że trochę za mały jest, co się objawia jego
niezbyt regularnym kształtem. No ale nie wiem, ja nie fachowiec. ;) Zdam
się na decyzję zawodowców. :)


Cały "problem" bieże się stąd, że zaliczenie Plutona do planetoid,
zniknęło by amerykańskich odkrywców planet :)

Poza tym to nie ma większego znaczenia, jaka jest ta definicja,
byle była wszędzie jednakowa, i żeby dało się sformułować jak najwięcej
stwierdzeń z podmiotem "planeta", bez konieczności doprecyzowywania
w tych zdaniach dodatkowych detali.

donner

Cały "problem" bieże się stąd, że zaliczenie Plutona do planetoid,
zniknęło by amerykańskich odkrywców planet :)


Zawsze można wykonać kurtuazyjny ukłon w stronę amerykańskich astronomów i
zaliczyć Plutona do planet na zasadzie wyjątku. Jaką ciało niebieskie
"zwyczajowo" zaliczane do planet. No chyba że Amerykańce mają abmicję, by
ich kamulek był "prawdziwą" planetą... ;)

Poza tym to nie ma większego znaczenia, jaka jest ta definicja,
byle była wszędzie jednakowa, i żeby dało się sformułować jak najwięcej
stwierdzeń z podmiotem "planeta", bez konieczności doprecyzowywania
w tych zdaniach dodatkowych detali.


No bo chyba po to, _między_innymi_, ustala się definicje. Dla ekonomii
wypowiedzi. :)

Slawek Kotynski

| Poza tym to nie ma większego znaczenia, jaka jest ta definicja,
| byle była wszędzie jednakowa, i żeby dało się sformułować jak najwięcej
| stwierdzeń z podmiotem "planeta", bez konieczności doprecyzowywania
| w tych zdaniach dodatkowych detali.

No bo chyba po to, _między_innymi_, ustala się definicje. Dla ekonomii
wypowiedzi. :)



wywlekli cytaty jednego krzykacza. Te cytaty sugerują, że
on tego prostego faktu nie kuma, więc może nie dla wszystkich
to oczywiste :-)

Martin McKey Ltd.

| Cały "problem" bieże się stąd, że zaliczenie Plutona do planetoid,
| zniknęło by amerykańskich odkrywców planet :)


No proszę: i znów okazało się, że za tym zamieszaniem KTOŚ STOI.
Tym razem są to amerykańscy odkrywcy planet.

A miało nie byc teorii spiskowych... no!

Zawsze można wykonać kurtuazyjny ukłon w stronę amerykańskich astronomów i
zaliczyć Plutona do planet na zasadzie wyjątku.


Spisek?

No bo chyba po to, _między_innymi_, ustala się definicje. Dla ekonomii
wypowiedzi. :)


planety to chyba są znane już od hoho... a może więcej lat.
Tymczasem znów ktoś za tym stoi (amerykańscy odkrywcy planet) no i mamy...

Wygląda na to, że za tymi wyborami i ustalaniem definicji planety stoją...

Amerykańscy odkrywcy planet.

Spisek namierzony! ;))))

donner

| Zawsze można wykonać kurtuazyjny ukłon w stronę amerykańskich astronomów
| i zaliczyć Plutona do planet na zasadzie wyjątku.

Spisek?


Eee tam, spisek od razu... :) Urażona duma panów naukowców zza Wielkiej Wody
raczej. Ktoś im kosmiczny kamyczek do ogródka wrzuca. ;) Ja bym im tego
Plutona wspaniałomyślnie podarował, niech mają...

| No bo chyba po to, _między_innymi_, ustala się definicje. Dla ekonomii
| wypowiedzi. :)

planety to chyba są znane już od hoho... a może więcej lat.
Tymczasem znów ktoś za tym stoi (amerykańscy odkrywcy planet) no i mamy...


Znane - nieznane, Ziemia jakoś za planetę długo nie mogła być uznana, a i
reszta planetarnego towarzystwa tak całkiem stała nie była.  A istnieniu
Plutona wiadomo dopiero gdzieś od trzydziestych lat ubiegłego wieku, zdaje
się. Nie takie hoho znowu. ;) Moja Babcia urodziła sie w czasach ośmiu
planet jeszcze...

Wygląda na to, że za tymi wyborami i ustalaniem definicji planety stoją...

Amerykańscy odkrywcy planet.

Spisek namierzony! ;))))


Oni się tylko bronią. Prawdziwy spisek SIĘGA GŁĘBIEJ. ;)))))

MaDeR
| Sądzę, że wybory te odbędą się metodą demokratyczną.
| Wybory? Raczej chodzi o to, by wreszcie ustalono jakąś definicję
| planety, nic więcej, nic mniej.
To jeszcze nic nie ustalono??? oj... nieciekawie, nieciekawie.


Powiedział ten, co ma kłopoty z pojeciem "homeopatii". :)))

 Czego jeszcze nie ustalono? Czy Słońce to gwiazda?
O, to akurat wiadomo.

| kończąc. Gdzie leży granica? Arbitalna jest, niestety - na pewno
| poniżej Mekurego.
No to może MaDeR nam odpowie: a co to jest planeta w takim razie?


Nie chce mi się rozpisywać.
http://mader.no-ip.org/index.php/Planeta

I tak znaczenie ma głos IAU, a nie mój.

| PS: Który astrolog przewidział UB313 przed astronomami?
A co mnie to obchodzi?


Pokazuje z innej strony znane słabości astrologii.

A który ASTRONOM przewidział UB313???


Pas Kuipera przewidziano. To nie to samo, co konkretny glob, ale
astrologia nie przewidziała nawet tego pasa. Punkt dla astronomii.
Kolejny zresztą, po Pluto w tej kategorii.

BTW astrologia nie zajmuje się przewidywaniem istnienia planet.


Oj, oj. A ja myślałem, że jeśli astrologia polega na przewidywaniu
przyszłości z położenia ciał wędrujących na niebie (wiem, upraszczam),
to ewentualne niedokładności w horoskopach (chwila, to w ogóle coś
takiego jest?? :) mogą wskazywać na istnienie innych ciał niebieskich
mających wpływ na przyszłość.

Jestem dziwnie pewien, że jeśli np. UB313 zostanie zaklepany jako
planeta, to jak grzyby po deszczu wyrosną "nowe, jeszcze dokładniejsze"
horoskopy oparte o ruch dodatkowej planety.

Więc, który astrolog przewidział UB313?

Swoją drogą, śmiesznie jak od naukowców zależą astrolgiczne kariery...

zakr

tak, ale jest on cytatem. :)
z tego postu:
http://groups.google.pl/group/pl.misc.paranauki/msg/56b57e1c337e2423?


No dobra, ale skoro go użyłeś, to albo się z nim zgadzasz, albo zapomniałes
dopisac złośliwego komentarza ;D

ale co to ma do rzeczy? wygląda na to, że nie wiemy, co to jest planeta...
tzn. to takie NOK... :)))
Niezdefiniowany obiekt kosmiczny ;)


Bo jesli wszystko zaczniemy nazywać planetą, to nagle znikną nam księżyce,
planetoidy i inne takie. A wyobrażasz sobie sierpniowy deszcz planet z
gwiazdozbioru Perseusza?! :)

Np. ja oferuję nagrodę za udowodnienie istnienia mi Czarnej Dziury.
Co jest o tyle łatwe, ponieważ nawet nie ma definicji Czarnej Dziury ;)))



bo co to jest masa?), nie ma definicji grawitacji (bo co to jest
grawitacja?). Zatem skoro nawet definicji nie potrafimy stworzyć to nie ma
czegoś takiego jak masa, albo grawitacja!

sceptyk - znaczy myślący. A doszedłem już do wielu rzeczy. Wątpienie w to,
że istniał Wielki Wybuch, wątpienie w to, że OTW jest prawdziwa, wątpienie
w to, że Czarne Dziury istnieją jakoś nie spowodowało u mnie żadnych
problemów.


A w to że Ziemia jest kulista?
Bo widzisz nie jest. W uproszczeniu jest elipsoidą i to też nie idealną.
Podobnie może być z tymi teoriami. Nikt nie upiera się że WW, OTW czy CD to
kompletny, pełny model opisujący rzeczywistość.
Możesz też całkowicie odrzucić "teorie" że Ziemia jest czymkolwiek innym jak
płaskim "plackiem" wokół którego krążą gwiazdy, słońce, itd. Taki
światopogląd też nie spowoduje żadnych problemów. Prawda?

Po prostu jestem sceptykiem i mimo tego mam się dobrze :)))
sceptycyzm - doktryna przecząca możliwości uzyskania jakiejkolwiek wiedzy
wiarygodnej i uzasadnionej a. wątpiąca o wartości ludzkiego poznania;
metoda powstrzymywania się od osądu, systematycznego wątpienia a.
destrukcyjnego krytycyzmu w stosunku do wszystkiego a. do pewnych
określonych spraw


Spytam przewrotnie - czy nie wydaje Ci się że sama definicja sceptycyzmu
jest sprzeczna wewnętrznie? :)
No bo skoro (wg. definicji) nie mozna uzyskać jakiejkolwiek wiedzy
wiarygodnej i uzasadnionej, a do stworzenia definicji jest niezbedna
wiarygodna i uzasadniona wiedza o znaczeniu danego pojęcia - to tym samym
pojęcie sceptycyzmu jest niewiarygodne... A zatem sceptycyzm nie istnieje.
;)

jestem sceptykiem: podważam i wątpie w KAŻDĄ teorię, zwłaszcza opierającą
się na domysłach, statystyce i obliczeniach matematycznych (teoretyczne
rozważania). Wolę konkrety od rozważań teoretycznych. W rozważaniach
teoretycznych czyni się całe masy założeń, które łatwo można podważyć.


Konkrety OTW zobaczyli Japończycy. Najpierw w Hiroshimie, niedługo potem w
Nagasaki.

więc powinieneć dobrze zrozumieć, że purlaturla też jest czymś,
niezależnie czy jest purlaturlą, czy bambarambą.

a teraz zdefiniuj sobie odpowiednio purlaturlę i bambarambę tak, aby
powyższe twierdzenie było prawdziwe.


Wyszło mi że purlatura jest bambarambą tylko wtedy, gdy bambarambla nie jest
purlaturlą. :D

to dość stary chwyt, ale jak się okazuje, opis "koloru", czy "zapachu"
jest opisem subiektywnym. Gdyż posługuje się nie skalą
porównawczo-odniesieniową, a wrażeniami.


Stary, ale dość dobrze oddający sens tego o czym piszemy. Możemy jeszcze
dociekać co rozumiemy pod pojęciem "wrażenia", ale nie w tym rzecz. Równie
dobrze mógłbym Cię poprosić abyś mi opisał Twoją muzykę, albo dźwięk o
czętotliwości 266MHz. Problem w tym że nigdy nie powstały (zapewne z powodu
skali trudności) odpowiednie pojęcia.

Ja zaś uważam, że owa "umowność" istnieje nawet, w wydawałoby się,
najbardziej obiektywnych sprawach.


Trudno się nie zgodzić. Jednak niektóre dyscypliny wymagają ścisłych
definicji.

A więc np. pytając "co to jest orgon" dla pewnej grupy osób, które
"umówiły się", że orgon to jest coś tam, będzie to jasne.


Pod warunkiem że wiesz co to jest "orgon", itd.

Podobnie z "planetą", czy "czarną dziurą".
Dlatego nagroda za udowodnienie istnienia Czarnej Dziury jest taka wysoka.


A co ma wspólnego definicja CD z tym czy faktycznie istnieją?
Załóżmy że CD to pole grawitacyjne na tyle silne, że nic nie może się
wydostać z obszaru jego oddziaływania. W tym światło. Mamy definicję.
Prawda?! Zatem twór istnieje. Jeśli nawet nie w rzeczywistości to
hipotetycznie. Istnienia grawitacji nie negujesz prawda? Zatem jeśli
istnieje, to może osiągać warotść przy której powstanie obszar, którego nie
bedzie w stanie nic opuścić.
Podać Ci mój numer konta żebyś mógł przelać nagrodę? :D

donner

dociekać co rozumiemy pod pojęciem "wrażenia", ale nie w tym rzecz. Równie
dobrze mógłbym Cię poprosić abyś mi opisał Twoją muzykę, albo dźwięk o
czętotliwości 266MHz. Problem w tym że nigdy nie powstały (zapewne z
powodu skali trudności) odpowiednie pojęcia.


Ależ powstały. Magisterium z tego mam. :)))
zakr

Ależ powstały. Magisterium z tego mam. :)))


A coś więcej na ten temat?
Jak np. opisac kolor "ultrafioletowy"? :)

donner


| Ależ powstały. Magisterium z tego mam. :)))

A coś więcej na ten temat?
Jak np. opisac kolor "ultrafioletowy"? :)


Miałem na myśli opis muzyki. :)

zakr

Miałem na myśli opis muzyki. :)


Ach. Masz na myśli może zapis nutowy, czy jeszcze coś innego?

donner


| Miałem na myśli opis muzyki. :)

Ach. Masz na myśli może zapis nutowy, czy jeszcze coś innego?


Analizę muzyczną. Dzieło muzyczne to twór przeważnie morfologiczny. Składa
się z określonych elementów (rytmika, melodyka, harmonika, agogika,
dynamika, artkulacja), tworząc opisywalną formę której wyznaczników szuka
się według pewnych zasad (generalnie szukając podobieństw i kontrastów). To
tak baaardzo z grubsza. :)

zakr

Analizę muzyczną. Dzieło muzyczne to twór przeważnie morfologiczny. Składa
się z określonych elementów (rytmika, melodyka, harmonika, agogika,
dynamika, artkulacja), tworząc opisywalną formę której wyznaczników szuka
się według pewnych zasad (generalnie szukając podobieństw i kontrastów).
To
tak baaardzo z grubsza. :)


No dobrze, ale czy można np. "Dziadka do orzechów" Czajkowskiego opisać
słowami? Pomijam zapis nutowy, bo ten też można "interpretować" i 2 różne
orkiestry zagrają to samo inaczej.
Ja gdybym się bardzo uparł (teoretycznie, bo praktycznie jest to nierealne)
mógłbym zapisać kazdy z utworów w postaci zbiorów funkcji opisujących
obwiednie kazdego dźwieku - na tej zasadzie zresztą działa zapis CD. Jednak
nawet pokazanie innemu człowiekowi takiego zapisu nie spowoduje tego że
niejako w myślach "usłyszy" utwór.

donner

No dobrze, ale czy można np. "Dziadka do orzechów" Czajkowskiego opisać
słowami? Pomijam zapis nutowy, bo ten też można "interpretować" i 2 różne
orkiestry zagrają to samo inaczej.


A czego spodziewasz się po takim słownym opisie? I czym dla Ciebie ten
przykładowy "Dziadek do orzechów" jest? Skoro, jak słusznie zauważyłeś, 2
różne orkiestry zagrają "to samo" inaczej, na jakiej podstawie potrafisz
rzeczone "to samo" wyróżnić i stwierdzić jego tożsamość? Na tym polega
fenomen dzieła muzycznego, że jego podstawową formą bytu jest istnienie w
konkretnym wykonaniu (lub w zapisie, to też jakaś forma istnienia utwotu
muzycznego), sama zaś istota - pozostaje nieuchwytna.

Ja gdybym się bardzo uparł (teoretycznie, bo praktycznie jest to
nierealne) mógłbym zapisać kazdy z utworów w postaci zbiorów funkcji
opisujących obwiednie kazdego dźwieku - na tej zasadzie zresztą działa
zapis CD. Jednak nawet pokazanie innemu człowiekowi takiego zapisu nie
spowoduje tego że niejako w myślach "usłyszy" utwór.


Zapis CD to zapis utworu, czy jego wykonania? A jeśli wykonania - to co jest
tak naprawdę utworem? "Gdzie" on jest? :)

Nawiasem mówiąc wytrenowanemu muzykowi zapis nutowy wystarczy, by w myślach
"usłyszał" utwór.

Martin McKey Ltd.

| Wybory? Raczej chodzi o to, by wreszcie ustalono jakąś definicję
| planety, nic więcej, nic mniej.
| To jeszcze nic nie ustalono??? oj... nieciekawie, nieciekawie.
Powiedział ten, co ma kłopoty z pojeciem "homeopatii". :)))


znowu scepizm dialektyczny?

 Czego jeszcze nie ustalono? Czy Słońce to gwiazda?
O, to akurat wiadomo.


no wreszcie coś wiadomo...
a już myślałem...

| No to może MaDeR nam odpowie: a co to jest planeta w takim razie?
Nie chce mi się rozpisywać.


widocznie MaDer nie wie ;)

http://mader.no-ip.org/index.php/Planeta


na razie widzę silnik wiki i jakieś głupoty powypisywane.

I tak znaczenie ma głos IAU, a nie mój.


no cóż, szanowna komisja ustali.

| PS: Który astrolog przewidział UB313 przed astronomami?
| A co mnie to obchodzi?
Pokazuje z innej strony znane słabości astrologii.


ale to niestety nie temat tego wątku.
Typowe scepie " a u Was murzynów biją"

| A który ASTRONOM przewidział UB313???
Pas Kuipera przewidziano.


Niesamowite! GDZIE?????

astrologia nie przewidziała nawet tego pasa. Punkt dla astronomii.
Kolejny zresztą, po Pluto w tej kategorii.


Drugie z kolei "A u Was murzynów biją"

No to masz kontrargument:

A strony astronomiczne są czarne.

| BTW astrologia nie zajmuje się przewidywaniem istnienia planet.
Oj, oj. A ja myślałem, że jeśli astrologia polega na przewidywaniu
przyszłości z położenia ciał wędrujących na niebie (wiem, upraszczam),
to ewentualne niedokładności w horoskopach (chwila, to w ogóle coś


Nie interesuje mnie żadna opinia o astrologii w tym wątku.
Kolejny (po raz trzeci) argument "A u Was murzynów biją"

Jestem dziwnie pewien, że jeśli np. UB313 zostanie zaklepany jako
planeta, to jak grzyby po deszczu wyrosną "nowe, jeszcze dokładniejsze"
horoskopy oparte o ruch dodatkowej planety.


Ale mnie teraz g... obchodzi, co sądzisz na temat astrologii.
Zły paran jestem, nie?

Oj zły, bo nie chce dyskutować o astrologii.
Jestem ZŁY PARAN, ZŁY PARAN... :)))

Więc, który astrolog przewidział UB313?


Shit mnie to obchodzi.

Rokita, Diabeł Polny

znowu scepizm dialektyczny?


Szybko sie uczysz :-)

R.

Martin McKey Ltd.

| tak, ale jest on cytatem. :)
| z tego postu:
| http://groups.google.pl/group/pl.misc.paranauki/msg/56b57e1c337e2423?
No dobra, ale skoro go użyłeś, to albo się z nim zgadzasz, albo
zapomniałes dopisac złośliwego komentarza ;D


Nie, po prostu udowadniam :)

| Niezdefiniowany obiekt kosmiczny ;)
Bo jesli wszystko zaczniemy nazywać planetą, to nagle znikną nam
księżyce, planetoidy i inne takie. A wyobrażasz sobie sierpniowy deszcz
planet z gwiazdozbioru Perseusza?! :)


no fajnie by było...

| Np. ja oferuję nagrodę za udowodnienie istnienia mi Czarnej Dziury.
| Co jest o tyle łatwe, ponieważ nawet nie ma definicji Czarnej Dziury ;)))

(no bo co to jest masa?), nie ma definicji grawitacji (bo co to jest
grawitacja?). Zatem skoro nawet definicji nie potrafimy stworzyć to nie
ma czegoś takiego jak masa, albo grawitacja!


fakt, nie wiadomo, co to jest masa. Nie ma bowiem definicji. Opieramy
się na pewnych wrażeniach.

A w to że Ziemia jest kulista?


nie jest.

Bo widzisz nie jest.


jasna sprawa.

Podobnie może być z tymi teoriami. Nikt nie upiera się że WW, OTW czy CD
to kompletny, pełny model opisujący rzeczywistość.


Ale ja tak "uogólniałem" i ironizowałem. Są jednak ludzie, którzy bronić
będą tego, że WW, OTW i CD są REALNE i PEWNE.

Spytam przewrotnie - czy nie wydaje Ci się że sama definicja sceptycyzmu
jest sprzeczna wewnętrznie? :)


wielu tutaj deklaruje się sceptykami. Może ich zapytaj?

Konkrety OTW zobaczyli Japończycy. Najpierw w Hiroshimie, niedługo potem
w Nagasaki.


Nie, nie zobaczyli konkretów OTW. Czy... hm... do zaistnienia czegoś
potrzebny jest opis?

Czy do istnienia przemian jądrowych na Słońcu potrzebne były definicje
tych przemian?
Czy do momentu poznania składu chemicznego wody (H2O) ta woda nie istniała?
Czy do momentu wytopienia metalu z rudy ten metal nie istniał w ogóle?

Równie dobrze mógłbym Cię poprosić abyś mi opisał Twoją muzykę


w jakim aspekcie? akustycznym, harmonicznym, mechanicznym, czy na
zasadzie opisu generowania przebiegów w moich syntezatorach i samplerach? ;)

dźwięk o czętotliwości 266MHz.


dźwięk jako fala akustyczna? jeśli mówimy o dźwięku (słyszalnym) to
wrażeniowo nie istnieje dźwięk o f podstawowej 266 MHz, jeśli już, jest
to ultradźwięk :)

Problem w tym że nigdy nie powstały
(zapewne z powodu skali trudności) odpowiednie pojęcia.


pojęcia i definicje są potrzebne, przy czym niejako z definicji są
nieprecyzyjne ;)

Trudno się nie zgodzić. Jednak niektóre dyscypliny wymagają ścisłych
definicji.


pozostaje się przy próbach uściślania...

Pod warunkiem że wiesz co to jest "orgon", itd.


albo przyjmę w jakiś sposób definicję tegoż, na zasadzie zgody z tymi,
którzy tej definicji używają.

| Dlatego nagroda za udowodnienie istnienia Czarnej Dziury jest taka
| wysoka.
A co ma wspólnego definicja CD z tym czy faktycznie istnieją?


problem polega na tym CO istnieje, a nie czy istnieje.
Bo można się też zastanowić, czy podane przeze mnie jako ironiczny
przykład bambaramby istnieją.
Ktoś zapyta wtedy CO istnieje?

Załóżmy że CD to pole grawitacyjne na tyle silne, że nic nie może się
wydostać z obszaru jego oddziaływania.


wyprowadzasz założenia sobie...
co to znaczy z "obszaru jego oddziaływania"???

W tym światło. Mamy definicję.


No nie do końca.

Prawda?! Zatem twór istnieje. Jeśli nawet nie w rzeczywistości to
hipotetycznie.


Hipotetycznie istnieją też bambaramby. Są to trzynogie istoty...
A definicja... załóżmy, że istnieją istoty, takie, które mają 3 nogi... :)
Skoro istnieją istoty -to istnieją też trójnogie ;)

Istnienia grawitacji nie negujesz prawda?


najpierw należałoby ustalić, co to jest grawitacja.

Zatem jeśli
istnieje, to może osiągać warotść przy której powstanie obszar, którego


no i tu mamy wishful thinking właśnie :)))
I za to oferuję nagrodę.

Podać Ci mój numer konta żebyś mógł przelać nagrodę? :D


za byty hipotetyczne nagród się nie przyznaje ;)

Martin McKey Ltd.

| znowu scepizm dialektyczny?
Szybko sie uczysz :-)


nie, odwracam o 180 stopni :)

R.


--
        Szanowanko!
           McKey
         FNC  Club
Paranaukowiec dyplomowany

Rokita, Diabeł Polny


| znowu scepizm dialektyczny?
| Szybko sie uczysz :-)

nie, odwracam o 180 stopni :)


To znaczy nie uczysz się? :-(

R.
:-)))))

Martin McKey Ltd.

| nie, odwracam o 180 stopni :)
To znaczy nie uczysz się? :-(


nie uczę się :))))
scepuję :)

R.
:-)))))


:

Rokita, Diabeł Polny


| nie, odwracam o 180 stopni :)
| To znaczy nie uczysz się? :-(

nie uczę się :))))
scepuję :)


Zaraz, zaraz... scepowanie ma być szlachetniejsze od scepienia?
Nigdy w życiu :-)

R.

Martin McKey Ltd.

| nie uczę się :))))
| scepuję :)
Zaraz, zaraz... scepowanie ma być szlachetniejsze od scepienia?


bardziej... hmm... hardcorowe ;)

Nigdy w życiu :-)


to babski film ;)

R.


--
        Szanowanko!
           McKey
         FNC  Club
Paranaukowiec dyplomowany

Rokita, Diabeł Polny


| nie uczę się :))))
| scepuję :)
| Zaraz, zaraz... scepowanie ma być szlachetniejsze od scepienia?

bardziej... hmm... hardcorowe ;)


Aaaaa. Nnnno to jestem dopoinformowany :-)

R.

zakr

A czego spodziewasz się po takim słownym opisie?


Prawdę mówiąc sam nie wiem. Nie wyobrażam sobie takiego opisu.

sama zaś istota - pozostaje nieuchwytna.


I nie można jej opisać? :)

Zapis CD to zapis utworu, czy jego wykonania? A jeśli wykonania - to co
jest
tak naprawdę utworem? "Gdzie" on jest? :)


Wykonania. Uprościłem nieco. Chodziło mi o to, że zapisując dane takie jak
na CD mam za kazdym razem dokładnie to samo (w sensie dokładnie taki sam
utwór - nawet co do wykonania).

Nawiasem mówiąc wytrenowanemu muzykowi zapis nutowy wystarczy, by w
myślach
"usłyszał" utwór.


Prawda. Ale zawsze jest to interpretacja. :)

zakr

Nie, po prostu udowadniam :)


No to Ci się nie udało :)

fakt, nie wiadomo, co to jest masa. Nie ma bowiem definicji. Opieramy się
na pewnych wrażeniach.


Raczej na opisie właściwości. Złośliwoe dodam że podobnie jak w przypadku
CD. ;)

Ale ja tak "uogólniałem" i ironizowałem. Są jednak ludzie, którzy bronić
będą tego, że WW, OTW i CD są REALNE i PEWNE.


Zatem nie uogólniaj  tam, gdzie jest zbędne albo wręcz szkodliwe.
Wybrzydzasz na statystykę, a przecież uogulnienie jest pewną formą
statystyki (choć to raczej statystyka uogólnia wyniki na daną populację)

wielu tutaj deklaruje się sceptykami. Może ich zapytaj?


Ale to Ty podałeś definicję i co więcej zadeklarowałeś że jesteś sceptykiem.

Nie, nie zobaczyli konkretów OTW. Czy... hm... do zaistnienia czegoś
potrzebny jest opis?


OTW przewidziała że mozna skonstruować bombę atomową. Na jej podstawie
przeprowadzono wyliczenia i zaprojektowano bombę. Nie sądzę żeby podobny
efekt (eksplozja atomowa) mozna było otrzymać przypadkowo (pomijam przypadki
nieostrożnego obchodzenia się z uzbrojonum ładunkiem nuklearnym). :)

Czy do istnienia przemian jądrowych na Słońcu potrzebne były definicje
tych przemian?


A do ich zrozumienia? Albo do stwierdzenia że są to przemiany termojądrowe?
Proste pytanie z zakresu szkoły średniej - Dlaczego siły powstałe w wyniku
reakcji termojądrowych nie rozniosły Słońca miliony lat temu?

w jakim aspekcie? akustycznym, harmonicznym, mechanicznym, czy na zasadzie
opisu generowania przebiegów w moich syntezatorach i samplerach? ;)


W takim, żebym mógł poznać ją, bez wysłuchania (bo dotychczas nie słyszałem
nic Twojego, a jestem ciekawy co grasz). :)

dźwięk jako fala akustyczna? jeśli mówimy o dźwięku (słyszalnym) to
wrażeniowo nie istnieje dźwięk o f podstawowej 266 MHz, jeśli już, jest to
ultradźwięk :)


Więc jak brzmi ultradźwięk? :)

pojęcia i definicje są potrzebne, przy czym niejako z definicji są
nieprecyzyjne ;)


I tak i nie. Jeśli napiszę Objętość sześcianu a^3, gdzie a=10cm , to jesteś
w stanie bardzo precyzyjnie wyobrazić sobie zdefiniowaną bryłę. Jesli
napiszę Objętość hipersześcianu a^4, gdzie a=10cm, to bardzo precyzyjnie
opisałem coś, czego prawdopodobnie nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. :)

albo przyjmę w jakiś sposób definicję tegoż, na zasadzie zgody z tymi,
którzy tej definicji używają.


Jeśli ja rozumiesz. Prawda?

problem polega na tym CO istnieje, a nie czy istnieje.
Bo można się też zastanowić, czy podane przeze mnie jako ironiczny
przykład bambaramby istnieją.
Ktoś zapyta wtedy CO istnieje?


Uściślij, bo nie rozumiem.

wyprowadzasz założenia sobie...
co to znaczy z "obszaru jego oddziaływania"???



działa. Jest to ładnie opisane wzorem :)

No nie do końca.


Dlaczego?

Hipotetycznie istnieją też bambaramby. Są to trzynogie istoty...
A definicja... załóżmy, że istnieją istoty, takie, które mają 3 nogi... :)
Skoro istnieją istoty -to istnieją też trójnogie ;)


Nie. Załóżmy że istnieją istoty. Istnieją istoty, które mają 2 nogi,
istnieją istoty, które mają 4 nogi. Więc nic nie stoji na przeszkodzie aby
istniały istoty, które mają 3 nogi. Prawda?
Tyle że z jakichś powodów nie istnieją na Ziemi.

najpierw należałoby ustalić, co to jest grawitacja.


Duże skupisko masy? :)

za byty hipotetyczne nagród się nie przyznaje ;)


To nie jest byt hipotetyczny. Dla przykładu:
Istnieje coś takiego jak alkohol, który piją ludzie. Ludzie kierują
pojazdami mechanicznymi, w tym samochodami. Zatem możliwe jest "trafienie"
na kierowcę będącego pod wpływem alkoholu. Prawda?!
Ja osobiście nigdy nie trafiłem na takiego, nigdy nie słyszałem (nie
spotkałem się z tym) aby ktoś ze znajomych prowadził pod wpływem alkoholu. A
jednak codziennie zatrzymywani są kierowcy pod wpływem alkoholu.
Podobnie jest z CD - w moim continum nie ma nietrzeźwych kierowców, ale wiem
że tacy istnieją. CD nie istnieją (a przynajmniej nic o tym nie wiemy) w
nszym bezpośrednim sąsiedztwie. Nie mamy też technicznych możliwości
"organoleptycznego" potwierdzenia ich istnienia (podobnie jak ja nie mam
możliwości potwierdzenia że istnieją nietrzeźwi kierowcy).
Oto Twój dowód teoretyczny :)

donner

| A czego spodziewasz się po takim słownym opisie?

Prawdę mówiąc sam nie wiem. Nie wyobrażam sobie takiego opisu.


Pytałem, bo chciałem udzielić precyzyjnej odpowiedzi. A opisy - analizy
dzieł muzycznych istnieją, dla przykładu pożycz sobie kiedyś jakąś książkę
do form muzycznych i zobacz, jak to wygląda.

| sama zaś istota - pozostaje nieuchwytna.

I nie można jej opisać? :)


Istota -czyli "co". "Co"jest utworem? Na tak zadane pytanie odpowiedź jest
niezwykle trudna i bez odwołania się do filozofii (w Polsce próbują
nawiązywać do Ingardena i jego bytów intencjonalnych) nie ma co próbować
jej udzielić. Znaczy można, ale niewiele z tego wynika. :) Polecam świetną
książeczkę niejakiego Macieja Gołąba pt. "Spór o granice poznania dzieła
muzycznego". Tam to jest fachowo wytłumaczone. :)

| Zapis CD to zapis utworu, czy jego wykonania? A jeśli wykonania - to co
| jest
| tak naprawdę utworem? "Gdzie" on jest? :)
Wykonania. Uprościłem nieco. Chodziło mi o to, że zapisując dane takie jak
na CD mam za kazdym razem dokładnie to samo (w sensie dokładnie taki sam
utwór - nawet co do wykonania).


Pewnie można takie wykonanie precyzyjnie opisać matematycznie.

| Nawiasem mówiąc wytrenowanemu muzykowi zapis nutowy wystarczy, by w
| myślach
| "usłyszał" utwór.

Prawda. Ale zawsze jest to interpretacja. :)


Taki urok muzyki. :) Zawsze jest interpretowana.


Strona 1 z 21, 2